środa, 10 października 2012

Sprzątania problem odwieczny.

     Wchodzisz do domu, rozpinasz płaszcz, zdejmujesz buty, zaglądasz do salonu - widzisz to co zwykle. Twój mężczyzna w swoim centrum dowodzenia. Na kolanach laptop, przed oczami telewizor, obok dwa telefony i półśnięty wzrok. Nagle cały się rozpromienia, biegnie do kuchni ciągnąc cię za sobą i z dumą rozpierającą go do granic możliwości oznajmia: Kochanie umyłem naczynia! W tle słyszysz fanfary potęgujące rozmiar jego niezwykłego wyczynu, a kiedy się odwraca możesz niemal zauważyć pawie piórka wystające z tyłka. Taka niespodzianka! Zadowolony jest z siebie jak pies trzymający w pysku kość i brakuje mu tylko merdającego ogona. Uśmiechasz się w głębi duszy z politowaniem ale na tyle naturalnie aby jego ego mogło jeszcze bardziej urosnąć. Chwalisz, doceniasz.
     A później zastanawiasz się kiedy ciebie ostatnio pochwalono. Za codzienne, tak naturalne, że już nawet niezauważalne przez niego czynności. Pranie, sprzątanie, zmywanie. Za te soboty, kiedy od świtu do wieczora zapieprzasz jak mały samochodzik, nadrabiając wszystko to, czego nie udało ci się zrobić w tygodniu z braku czasu. I kiedy wreszcie umęczona padasz na łóżko ze słowami: O matko, jestem taka zmęczona, że nie mam nawet siły oglądnąć z tobą filmu, on odpowiada: No nie dziwię się, cały dzień sprzątałaś. "Cały dzień sprzątałaś"?! I tyle?? Masz ochotę go wtedy udusić. "Nie dziwię się"?! Twój kochający mężczyzna, który oczekuje pochwalenia go za to, że sam dzielnie wrzucił brudne skarpetki do kosza na pranie nawet przez moment nie pomyślał o tym, żeby pomóc. A nawet jeśli pomyślał, to przecież: Ty to robisz dużo lepiej ode mnie. Więc nie dość, że nie pomógł, nie pomyślał, to ani słowem nie pochwalił, nie podziękował. To przecież takie naturalne.
     Ale żeby nie było tak całkiem pesymistycznie, to przecież zdarza się, że czasem cię zaskoczy. Kiedy powiesz, żeby wyniósł brudne naczynia do kuchni  - wyniesie, jeśli akurat ma po drodze. Wyrzucił śmieci - wyrzuca, jeśli akurat wychodzi do sklepu. Nie zostawiał na krześle brudnych rzeczy, bo skoro są brudne, to są brudne i powinny wylądować w pralce, a nie na kupce "brudne, ale można jeszcze ubrać", więc ze smutkiem rozstaje się z nimi i wrzuca do tego magicznego urządzenia, którego chyba nigdy nie nauczy się obsługiwać, bo tyle programów, jaka temperatura, gdzie wsypać proszek, czy to jeszcze białe, czy już może kolorowe?
     Więc chyba nie jest jeszcze tak z nim najgorzej, myślisz. Czujesz się trochę jak pies przewodnik, ale dzielnie prowadzisz go tą drogą, licząc na to, że systematyczne tresowanie nauczy go w końcu samodzielnego działania w tym skomplikowanym świecie domowych obowiązków.

2 komentarze:

  1. Trafiłaś kobieto w jedno z sednów mojego dnia dzisiejszego. Chociaż tak sobie też dzięki Tobie pomyślałam że może my też tak powinnyśmy ciągle ich wołać i okazywać się sukcesami. "Kochanie, zobacz, zrobiłam pranie", "Spróbuj jaki smaczny obiadek ugotowałam", "Ładnie odkurzyłam?", może wtedy by dostrzegli i docenili...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madisa, niestety obawiam się, że wtedy zostałybyśmy uznane za nazbyt zrzędzące, a poza tym wg nich te wszystkie czynnością są tak nieodłącznie związane z kobietami, że na pewno nie zrozumieliby aluzji ;)
      pozdrawiam

      Usuń