środa, 17 października 2012

On choruje, ty cierpisz.

       Powszechnie wiadomo, że nie ma nic gorszego, niż chory mężczyzna w domu. To jeszcze gorsze niż gromadka chorych dzieci. To gorsze niż pierwszy dzień miesiączki, nadgodziny w pracy, weekend z teściową i kac gigant. Kiedy ty chorujesz, starasz się, w miarę możliwości, funkcjonować normalnie. Jak zawsze wykonujesz swoje obowiązki, zajmujesz się domem, wychodzisz do pracy. W skrajnych przypadkach pozwalasz sobie na leżenie w łóżku, kiedy już nie możesz ustać na nogach. Nie jesteś jednak nigdy tak obłożnie chora, żeby nie zrobić sobie herbaty czy nie przynieść aspiryny. Wszystko jasne. Jesteś kobietą.
       Niesamowite jest jednak to, że kiedy złapałaś przeziębienie pierwsza, a później łapie je twój mężczyzna, ty automatycznie zdrowiejesz. Nigdy nie masz czasu na choroby, a już z pewnością zapominasz, że jesteś chora, kiedy tylko on zaczyna kichać. Już kiedy pojawiają się u niego pierwsze objawy - kaszel, katar i przyrasta do kanapy mocniej niż zwykle - zaczyna się twoja droga krzyżowa. Już nie pamiętasz o tym, żeby wziąć witaminy. Pamiętasz natomiast, żeby szczelnie przykrywać go kocem, donosić co chwilę herbatki, tabletki, podawać chusteczki. Najlepiej też, żebyś w ogóle nie wychodziła wtedy z domu, tylko czuwała przy łóżku i podawała pilota. Możesz zapomnieć o odkurzaniu, bo boli go głowa, otwieraniu okna, bo przeciąg, oglądaniu swojego jedynego ulubionego serialu, bo on jako chory ma pierwszeństwo. Powinnaś też czytać w jego myślach, żeby nie musiał nadwyrężać gardła prosząc o kolejną swoją zachciankę. A jeśli już uda ci się wyjść z domu zostaniesz zasypana smsami z prośbami o to, co mu kupić i załatwić kiedy będziesz wracać z pracy. Jest na przemian rozdrażniony i smutny, a ty myślisz tylko o tym, że nie wytrzymasz kolejnej nocy z chrapiącym, kaszlącym i stękającym potworem, w którego zamienił się twój facet. I te chusteczki porozrzucane wokół łóżka. Chodzisz, zbierasz, wyrzucasz. I znów, i znów.
       I jeszcze jedno. Kiedy ty chorujesz, chorujesz sobie w swoim małym świecie, po cichu, żeby nikogo nie obarczać kłopotem. Nie podkreślasz w każdej rozmowie, że czujesz się fatalnie, nie jęczysz i nie wzdychasz systematycznie przez 24 godziny, jakby to co najmniej miało poprawić twój stan. Prędzej się udusisz, niż pozwolisz sobie na zbyt częste smarkanie w nocy, bo mogłoby kogoś obudzić. On natomiast nie ma żadnych oporów, aby o 2 w nocy wyrwać cię ze snu, bo wydaje mi się, że ta maść rozgrzewająca przestała działać; mogłabyś jeszcze raz posmarować mi nią klatkę piersiową? albo przepraszam, że cię budzę, ale tak męczy mnie kaszel, że nie mogę spać, zrobisz mi herbaty? Opadają ci ręce i masz wrażenie, że on ma grypę, a ty ją odchorowujesz.
      Cóż, przytulasz go z czułością, całujesz w czoło i mimo wszystko resztkami sił współczujesz. Jest chory i nie do zniesienia, ale jest twój. Chory i nie do zniesienia.
     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz