Natknęłam się ostatnio na obrazek przedstawiający drogę kobiety i mężczyzny w centrum handlowym. Jej - zawiła, skomplikowana, prowadząca od jednego sklepu do drugiego, trzeciego, i tak aż odwiedzi wszystkie; i jego - prosta, racjonalna, zawierająca max 3 sklepy. Ile w rzeczywistości w tym prawdy?
Wydawało mi się kiedyś, że zakupy to jedna z najprzyjemniejszych czynności. Ale widać im jestem starsza, tym mniejszą ochotę mam na wielogodzinny shopping. I jak ognia unikam zakupów z Nim. A już na pewno nigdy nie proszę, aby poszedł ze mną do centrum, po ubrania dla mnie. Dlaczego?
Są dwie możliwości robienia zakupów nazwijmy je "odzieżowo - obuwniczych". 1. Kiedy to On czegoś potrzebuje. I tu już od początku wiadomo, że możesz zapomnieć o podglądnięciu 'przy okazji' czegoś dla siebie. Nie, musisz chodzić za nim krok w krok. Reagować szybko celną odpowiedzią i najlepiej gdybyś w gąszczu t-shirtów od razu wyłowiła odpowiedni rozmiar, bo zbyt długie dłubanie przy wieszakach Go irytuje. A więc podążasz za Nim, to ładne; to chyba nie; a zobacz kotku na to!; przymierz, w tym będzie ci dobrze itp, itd. I nie próbuj oddalić się do półki z damskimi ubraniami. Nie, nie. On cię znajdzie szybciej niż myślisz. Nie dość, że zniecierpliwiony nie pozwoli ci pooglądać, to jeszcze się oburzy, że gdzie ty poszłaś, pokazuje ci coś, mówię jak się okazało sam do siebie, bo odwracam się, a ciebie nie ma. Poza tym przyszliśmy po ubrania dla mnie, więc mogłabyś mi pomóc?! No więc idziesz za Nim do przymierzalni, taszcząc górę Jego ubrań, podczas gdy On niesie drugą. I tak w każdym sklepie, bo ten gatunek ma to do siebie, że wychodzi na zakupy sezonowe, a więc zimowe, wiosenne, letnie i jesienne, czyli raz a dobrze. I pewnie całe szczęście, bo dzięki temu czujesz się jak poturbowana wielogodzinnym doradzaniem i powłóczeniem nogami tylko średnio cztery razy w roku.
A teraz możliwość nr. 2 - zakupy dla ciebie. Chociaż nie powinno się tego robić, no ale już trudno, stało się, jesteście na tych zakupach razem. Czy jest jakaś różnica między sytuacją nr. 1, a nr. 2? Otóż finał jest taki sam - nic sobie nie kupiłaś. Ale po kolei. I ty i On próbujecie skupić się na ubraniach dla ciebie, ale ty czujesz się podwójnie zdenerwowana. To jeszcze gorsze niż wypad po ubrania dla Niego. Starasz się znaleźć coś, w czym będziesz wyglądać wspaniale. Gdy mija pierwsza godzina bezowocnych poszukiwań stajesz się nerwowa. Podwójnie. Z jednej strony dlatego, że nie możesz nic znaleźć i pojawiają się te natrętne, dołujące myśli, że jesteś gruba i brzydka i nic na ciebie nie ma. Z drugiej strony denerwujesz się, bo wiesz, że On też się denerwuje. I im dłużej ty nie możesz czegoś znaleźć, tym bardziej On się niecierpliwi. Żebyś przynajmniej coś przymierzyła, ale nie. Ty uparcie przechodzisz z jednego sklepu do drugiego i nic z tego nie wynika! Zwyczajnie tracisz czas, podczas gdy On w tym samym czasie miałby już kilka toreb swoich rzeczy w ręce. Staracie się. Ty nie pokazujesz, że z każdą minutą tracisz nadzieję, On nie pokazuje, że jest znudzony. Taki stan może trwać dłuższą chwilę. Ale nie wiecznie. W końcu jedno z was wybucha, powodując w drugim to samo. On krzyczy, że jesteś niezdecydowana i tracisz tylko czas, bo nic jeszcze nie wybrałaś, a byliście już w dwudziestu sklepach. Ty krzyczysz, że to nie twoja wina, że nic na ciebie nie ma i że On ci nie pomaga. Po czym jedno i drugie krzyczy, że więcej razem na zakupy nie pójdzie. Wracacie do domu w milczeniu, pełni wzajemnych pretensji i oczywiście bez ubrań dla ciebie. I wiesz, że następnego dnia będziesz musiała tam wrócić, z przyjaciółką, bo ona zrozumie, doradzi, a poza tym, to niemożliwe, żebym w takiej ogromnej galerii nie mogła nic znaleźć; jutro poszukam jeszcze raz, na spokojnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz